Z wielkiej chmury mały deszcz czyli net billing w praktyce

Armagedonu nie było (przynajmniej w kwietniu 2022)

W Internecie trwa wielkie aj-waj z powodu wprowadzenia od 01.04.2022 nowych zasad rozliczania Prosumentów. Czytając artykuły zamieszczane na różnych portalach trudno oprzeć się wrażeniu, że do ich pisania autorzy używają niemal wyłącznie klawiszy Ctrl+C oraz Ctrl+V. Tak naprawdę powielane są bowiem bezkrytycznie te same informacje. Czasem z kosmetycznymi zmianami w tekście, czasem dodawany jest jakiś wykres. 

To nie po raz pierwszy, gdy oczywista nieprawda powielana jest w setkach kopii i tworzy tzw. „fakt prasowy”. Przerabialiśmy to przy jednej z poprzednich nowelizacji ustawy o OZE. Ustawa rozszerzała zakres prosumentów o podmioty gospodarcze, ale w Sieci bez wyjątku można było przeczytać, że w jej myśl prosumentem może być tylko osoba fizyczna. 

Teraz dzieje się podobnie – ktoś jako pierwszy opublikował informację, że w myśl nowych zasad całą wyprodukowaną energię będziemy oddawać do sieci za grosze a całą potrzebną energię pobierać płacąc horrendalne (czyli powszechnie obowiązujące) stawki. Pozostali bezkrytycznie kopiują tę tezę, dość luźno związaną z rzeczywistością .

Tymczasem rzecz ma się nieco inaczej, niż głosi internetowa fama. By to sprawdzić, przeanalizowałem trzy warianty korzystania z energii elektrycznej. Jako instalację referencyjną przyjąłem istniejące gospodarstwo domowe bez fotowoltaiki, zużywające rocznie 5136 kW. Przyrównałem do niego dom o niemal identycznym zużyciu energii, wyposażony w instalację fotowoltaiczną 7 kWp oraz analogiczną fotowoltaikę – działającą już według nowych zasad. 

W dotychczasowym systemie rozliczeń, planując instalację fotowoltaiki trzeba było bowiem ją również przewymiarować, by wystarczyło energii na szczytowe zapotrzebowanie oraz pokrycie potrąceń za jej przechowywanie (20% lub – powyżej 10 kWp – 30%). Zwykle też inwestorzy tworzyli pewną rezerwę pod przyszły wzrost zapotrzebowania – np. planowaną klimatyzację. 

Co ważne – jeśli w „starym” systemie nasze zużycie energii spadło – bo wyrzuciliśmy wreszcie starą lodówkę albo kupiliśmy bardziej energooszczędny telewizor – niczego przez to nie zyskiwaliśmy a właściwie więcej traciliśmy. Nie wykorzystana energia przepadała – a ściślej była przejmowana za darmo przez dostawcę energii elektrycznej. 

Wystarczyła cieplejsza zima, by ilość energii w magazynie rosła lub malała o kilka MWh (jeśli energię wykorzystywaliśmy też do ogrzewania). Znam Prosumenta, który przed kilku laty – po bardzo ciepłej zimie – w marcu wstawił do przydomowej szklarni grzejnik elektryczny i podgrzewał pomidory. Inaczej nadmiar energii w końcu by przepadł. Czy jednak na pewno o to chodzi?

Trzeba pamiętać, że – jeśli zgłosimy przyłączenie do sieci po 31.03.2022 – będziemy oddawać (a właściwie: sprzedawać po cenie hurtowej) tylko nadwyżkę energii, której nie spożytkujemy w trakcie pracy paneli. Z mojego „prosumenckiego” doświadczenia (od 2014 roku), jest to ok. 60% wyprodukowanej energii. Cena kupna (od nas) i sprzedaży (nam) rzeczywiście jest nieco inna. Jak podaje Urząd Regulacji Energetyki (najbardziej aktualne dane publikowane przez URE  pochodzą – gdy to piszę – z III kwartału 2021), hurtowa cena energii wynosiła wówczas 0,283 zł/kWh, przy czym my (tj. odbiorcy energii) płaciliśmy w tym czasie 0,315 zł/kWh. 

W najlepszej sytuacji w nowym systemie są prosumenci – przedsiębiorcy pracujący głównie w dzień – właściciele zakładów usługowych, warsztatów, gastronomii czy wytwórni. U nich dominować będzie autokonsumpcja – szacować ją można nawet na poziomie 70%. Pozostałe 30% produkcji energii zostanie sprzedanej do sieci i posłuży do pokrycia kosztów stałych.

Reasumując – fotowoltaika w nowym systemie rozliczeń w dalszym ciągu jest opłacalnym rozwiązaniem pozwalającym na minimalizację kosztów zakupu energii dla gospodarstw domowych i idealnym wręcz dla dużego i małego biznesu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *